niesforna-matka blog

Twój nowy blog

uciekam na bloxa. jakoś tam mi lepiej

bede sobie teraz tu


http://animoto.com/play/gxal1OMFoj99ri2bDTOLsw

i pozdro dla hieny     :)

grzybobranie

3 komentarzy

Image Hosted by ImageShack.us
By anulina                                           Image Hosted by ImageShack.us

to bylo w bagazniku. tak dobrze sie przygotowalismy! a potem wiaderko zaczelo sie napelniac i bylam mega podjarana :)

Image Hosted by ImageShack.us
By anulina                                           Image Hosted by ImageShack.us

a potem byl kosz

Image Hosted by ImageShack.us
By anulina                                             Image Hosted by ImageShack.us

a teraz przepis na pyszne grzyby. swieze z lasu lub zamrozone (ktore po zbiorach obgotowalismy i przyszykowalismy do pozniejszego spozycia ;)

kroimy cebule i szklimy (uwielbiam szklenie cebuli!) na maśle. kroimy swieza marchew w cienkie krążki i wrzucamy do cebuli. dusimy. jak juz nie zyje (uduszone jest porządnie) to dorzucamy grzyby. i wszystko mordujemy przez uduszenie
pod koniec zbrodni zdejmujemy pokrywkę i prażymy (próżymy?) bez (ale nie czarny!!!). mozna dodac kostke rosolowa grzybowa – ale tylko w przypadku jesli grzyby byly obgotowane i mrozone. jak swieze to nie nada. wystarczy wegeta do smaku. dla mnie bomba!

uwaga! wszystkie grzyby są jadalne, ale niektore tylko raz!!

ja zbieram wylacznie z pianką pod kapeluszami wiec moge co najwyzej miec niestrawnosc jesli spozyje cos niejadalnego (jesli to spozyje, to znaczy ze bylo jadalne w sumie). nie zbieram żadnych blaszkowych, a one są najsmaczniejsze ;/ trudno. wole zyc i jesc smaczne grzyby niz zjesc przepysznego grzyba i umrzec :D

Image Hosted by ImageShack.us
By anulina at 2010-10-04″ mce_src=”Image Hosted by ImageShack.us

Micho na orliku
By anulina at 2010-10-04″ alt=”" border=”" hspace=”" vspace=”" width=”" height=”" align=”" />

projekty

1 komentarz

nie wiem czy wiecie, ale teraz trzeba miec swoj projekt. projekt to słowo klucz. nie masz projektu nie istniejesz. tfu. znaczy nie realizujesz projektu to cie nie ma. to znaczy jestes, ale co to za bycie bez projektu. projekt powinien byc wazny albo duzy. najlepiej jedno i drugie. a! dobrze widziane jest też jesli jestes autorem swojego projektu. zapozyczony projekt to taki niby projekt. 

zaczynamy od planu projektu. i uwaga! projekt musi mieć cel. nalezy okreslic grupe docelową, odbiorców projektu, ktorzy to na danym projekcie maja skorzystać czyli coś z niego wynieśc, czegoś się nauczyć albo po prostu uruchomic proces myslenia (twoj projekt jest wtedy takim bodźcem inicjującym proces myslenia a to brzmi bardzo dobrze!). 
projekty maja to do siebie, ze mogą byc rózne, przerózne! to jest naprawde dobra wiadomośc, bo mozesz czuc sie wolny i niczym nieograniczony. nie ma granic i barier w projektach. nie ma zadnych ram. nie ma reguł w stylu: dobry projekt musi byc taki a taki, a nie moze byc siaki czy owaki. czyli kochani: dobra nasza! nikt niktusieńki po prostu nie moze zarzucic, ze projekt jest głupi czy bez sensu. wtedy wiadomo – sam sobie wystawia swiadectwo, nic nie rozumie, powinien sie wstydzic i juz.
projekt moze miec (zupełnie przykładowo, bo moze oczywiscie tez nie miec) forme performersu. wtedy jest sytuacja idealna bo autor projektu jest performerem a to juz cos. najlepsze jest to, ze takiemu performerowi wszystko wolno (bo przeciez projekt performersowy nie ma żadnych granic ram i regul). wazny jest tylko dobry projekt performersu i dorobienie oprawy czyli mocnej teorii naszych działań. na przykład. widzimy człowieka turlającego sie po kostce brukowej. niemysląca istota ludzka bedzie uważac to za kompletny kretynizm. niestety. w ten sposób sama sobie wystawi świadectwo z ocena niedostateczna z wrażliwosci. turlający sie czlowiek demonstruje. to CO demonstruje jest bardzo wyraźne. przecież ta kostka brukowa jest zimna i nieprzyjemna. człowiek turla sie, obija i męczy. czyli demonstruje brutalnosc zycia, swoim zachowaniem krzyczy do widza, ze jego zycie jest pozbawione ciepła i miłosci. otacza go tylko twarda i nieczuła kostka brukowa….
dobra wystarczy :) dziś realizuję ważny projekt zatytulowany: zupa pomidorowa. mam juz szczegółowy plan: na rynku kupię marchew, pietruszke i seler. u rzeznika kawał gnata. cel projektu jest jasny: dzieci musza być najedzone. ale to jest tylko pozornie takie proste. tak naprawde celem projektu jest dbanie o dobrostan przyszłych obywateli naszego kraju, na których moje dzieci beda w przyszłosci musiały harować jak woły. wszak projekt ‚zupa pomidorowa’ przestał byc popularny wśrod populacji zdolnej do rozmnażania. wolą oni podejmowac inne projekty w stylu: ‚popołudnie w spa’ czy ‚weekendowy swapping’. ten ostatni projekt jest bardzo popularny z krajach skandynawskich… ale o tym moze nastepnym razem ;)

musze w koncu co napisac, bo jak mnie demencja starcza złapie to jak ja bede stare czasy wspominac?! jak wszystko zapomne to wleze tu i juz wspomnienia gotowe. no chyba ze zapomne adres wuwuwu to wtedy klops (‚a to klops’ plasuje sie na mojej liscie zaraz przed ‚masz babo placek’ :D ale do meritum kobieto bo pozno jest, czas do wyra a ty w dygresje popadasz.
no wiec tadam pampam tararam! byłam na grzybach! po raz pierwszy chyba od 15 lat! marzyłam o tym! i prosze! spełniło sie! i to z kim! z panem Józefem – moim osobistym ojcem, co to jest grzybowym ekspertem i profesjonalistą! niestety moja mama jest bardzo przezorna i wszystkie kanie poszły weg. całą resztę – a bylo tego prawie dwa kosze – zagospodarowalismy odpowiednio: część spożyto niezwłocznie – na maśle z cebulką mniaaaam. a reszta obgotowana i do zamrażarki. jutro sobie przyrządzę porcję. jak odświeżę obsługę zdjęciobudy to pokażę tutaj nasze zbiory: głównie podgrzybki, kozaki, babki, sitaki i jedna kurka :)

a co poza tym? ano spotkanie klasowe było i jedna moja kolezanka wygladała tak zajebiscie że z moją drugą koleżanką (o ksywce Ciotka) chciałyśmy ją podrapać pazurami, ale ja nawet pazurów nie mam :/ otóż koleżanka o wdzięcznej ksywie Zwierzak wyglądała BOSKO! byłyśmy juz z Ciotką na dobre załamane kiedy to nas oswieciło. przeciez potencjalny samiec jak widzi mega giga laskę to pierwsza myśl: nie mam u niej szans. a potem patrzy kawałek dalej (na mnie i Ciotkę znaczy) i mysli: u tej pięknej (Zwierzaka) to no way, mahne szause, ale (tutaj kuknie na mnie i Ciotkę) te dwa pasztety to na pewno uda mi sie wyrwac :D

zabawa była przednia, spałam 3 godziny i do domu musiałam jechać całe 290 km. jak przyjechałam to padłam dosłownie na pysk

latam ostatnio na twarzoksiążce i jak widzę ‚napisz co teraz myślisz’ czy ‚podaj status swojego związku’ abo na pytanie ‚czego szukasz’ jedna z odpowiedzi do wybrania brzmi: ‚siatki znajomych’ czy jakos tak – to musze przyznac ze mnie troche trzęsie. ale nie narzekam, bo znalazłam kilku znajomych z czasow stypendium w portugalii i autentycznie sie podjarałam :)

a na koniec pytanie:

czy jest coś bardziej gównianego od tańca z gwiazdami?
oczywiście! system wodociągowy w
 mozambiku

w zyciu bym nie pomyslala, ze moje dzieci lubią zupe pieczarkową. a jednak. zjadly wszystko więc poniżej polecam

kilkanascie pieczarek
jakas kostka rosolowa grzybowa
troche slodkiej smietanki
troche mąki
maslo
bułka

pieczarki dusimy na masle, ale tak zeby nie zrobily sie czarne
gotujemy bulion na kostce grzybowej
wrzucamy uduszone (niezywe? ;) pieczarki do bulionu
kroimy w kostke bulke i podpiekamy na patelni
bulion zaciągamy mąką, wlewamy śmietankę

pieczarkowa ja ta lala!

rechotalam ostatnio, bo okazalo sie, ze narodowi niemieckiemu nie przeszkadza ze posel czy jakas tam inna osoba publiczna jest np po rozwodzie, albo ze jest gejem czy lesbijką, a przeszkadza… tatuaz na osobie publicznej… w dupach sie poprzewracało
w polsce tez tatuaz dyskwalifikuje pewnie z funkcji publicznych – osoba z dziarą na pewno zamiast rozumu ma fiu brzdziu. wniosek jest taki, ze nie zostane na pewno prezydentą. i w dupie to mam tak na marginesie. oooops uzywam slowa dupa w internecie, a to, jak wyczytalam, moze byc brzemienne w skutki. no nie, w ciążę od tego nie zajdę (taka jestem wyedukowana, a co! dopiero od pocałunku sie zachodzi – to tez wiem! nie wiem tylko czy od pocalunku w monitor, ale sie dowiem, napisze do bravo girl) wracając do dupy – jakby mi przyszlo do glowy zapisac sie do jakiejs politycznej partii to ‚oni’ mogą od razu mnie ‚sprawdzic’, wpiszą se anulina w googla i im wyskoczy, ze ta pani brzydkie slowa mówi, a do partii mogą należeć tylko tacy co to ładne słowa mówią, dziar nie mają i trawy nie sprobowali. jesu, a ja sprobowalam, niedobra byla trawiasta, w ogrodzie gryzłam raz rabate. wtedy bardziej doświadczona kolezanka powiedziala, ze trawe sie pali, a nie gryzie. no to ognisko zrobilam, takie male, kupa trawy raptem. spaliłam te trawe i co? i nic. zero odurzenia i zwidów. doszlam wiec do wniosku, ze trawa jest mocno przereklamowana. nawet sie zaciągnełam! (nie to co bill clinton!) sztachnelam sie tym dymkiem z ogniska. tak porządnie, z chlebkiem. i mowie wam ZERO NULL. ale trawe paliłam i sie zaciągalam wiec dla elit rządzących jestem spalona niczym ta biedna trawa i moja przyszlosc polityczna to ciemna plama, nigdy sie nie wydarzy, nie zaistnieje. coz. sama skazalam sie na niebyt w elitach panstwa. sama dochrapalam sie tego dramatu. ale mam pomysl. jesli skasuje internet to moze ‚oni’ nie wyśledzą mojej niechlubnej przeslosci? moze jesli zrobie format C (C=globalna siec) to znowu stane sie wartosciowym elementem spoleczenstwa? wiem, zaloze wtedy grzecznego bloga mama i jej dzieciaczki.blog.pl, bede pisac ze kocham wszystkie zwierzęta bez wyjątku, uwielbiam przewijac obsrane niemowlęta, a przykladne ich wychowanie na prawych obywateli jest moim celem nadrzędnym! o! wtedy ‚oni’ sami do mnie zapukają zeby legitymacje honorowej członkini wręczyc!
a ja będe mówić och i ach, alez dziekuję bardzo, nie trzeba było, ja tak po prostu, z czystego serca, kocham ślimaczki i neonki, krzyżaki i dzieciaczki. że od razu prezydentą?? nie, to nie dla mnie. poproszę stanowisko zastępcy prezydenta. ja szanuję bardzo to najwyższe stanowisko państwowe, ale nadaję się tylko na vice, bo (tutaj teatralnie ściszę glos) ze starych, niegrzecznych czasów ostał mi sie tatuaż na dupie.

aleś sie wystroiła mamuś – powiedział Micho widząc mnie w nowej białej sukience. sukienka oczywiscie nie jest nowa, upolowałam ją w koszalińskim sekondhandzie. ano wystroiłam sie i siadłam do zaległej prasy. znowu widze panne anne owad, szczyci sie niewyparzoną gębą i definiuje sukces. sukces wg anny owad. polega on na hapaniu siana całymi stogami za usmiechanie sie na okładkach – trzeba ten czas dobrze i szybko wykorzystac, póki kręci lud jej geba i nie tylko. moze i cos w tym jest. portale informacyjne i okładki gazet wrzeszcza o slubie ex-panny joanny. najpierw myslalam ze wyszla z szafy wychodzącv za niejaką ole, ale szybko okazalo sie ze ola jest facetem i do tego bardzo forsiastym niepolakiem. ciekawam, czy rozwod bedzie rownie huczny jak wesele. na gazeta.pl trafilam tez na tekst ‚manuela z bigbradera’ kliknelam i oto znalazlam sie na plotku, ktory donosi o metamorfozie panny manueli. jezusku! ja te dziewczyne widze w pajo raz w tygodniu i donosze: żadnej metamorfozy nie ma! panna manuela wyglada okropnie, ma potargane włosy, zero mejkapu i pomarszczona twarz! jezdzi wielkim terenowym autem, które zapewne dodaje jej animuszu. dodam, ze panna owa nie rży juz telewizyjnie – chyba scena lubonskiego marketu nie jest wystarczajaco ciekawa – zero paparaccich tylko takie jak ja szaraki kupuja bułki i mydło. jeszcze nikt nie rozpoznalby jej i nie zachwycilby sie jej rzeniem, lub co gorsza kazał sie zamknąć w imie szacunku dla marketowego miru. woli nie ryzykowac. 

siedze sobie tak wystrojona w sekondhanda, na walizkach, wszak przeprowadzam sie z wielkiego miasta do malej miesciny i ten ostatni fakt cieszy mnie niezmiernie – klimat małych miasteczek jest tym, co lubie najbardziej. ach nie ma galerii handlowych, kin, placow zabaw dla dzieci i innych wielkomiejskich udogodnien – coz poczniesz na tym zadupiu? ano bede na pewno sobie poczynać. na 100 a nawet 200 procent! planuje sie troche zaszyc. odprawie sztab ochroniarzy, a paparacci przestaną mi w koncu rozgrzebywac śmietnik w poszukiwaniu sensacji. dzieci mówią, ze to koty grzebią, ale ja chyba na pewno widziałam zamaskowanego paparacjusza :)

no kot mi sie nowy chce przybłąkać. uparł sie i łazi koło domu. jest młodziutki, oswojony i kochany kurde. ktos musiał go tutaj podrzucic. łazi juz koło mnie tyle kotów ze chwacit. dzieciaki potajemnie go podkarmiają, chociaz zabraniam. dzis wziąl sie w garsc (w łape? :) i upolował dwie myszy. jedną po bożemu rozszarpał i zżarł, a drugą mi przyniósł w prezencie. leżało toto przed wycieraczką i miało objedzony ogon – kot go skubnął chyba. dzieciaki zaraz sie zleciały i chciały myszke głaskac…

moje kotki poszły wszystkie do dobrych ludzi. a Bamberka – ich mamusia – zbrzydła niesłychanie. jest szarobura, wychudzona i zabiedzona. dostała mega dawke  hormonów – po odstawieniu kotkow dostala zapalenia swoich kocich cyckow. jesu, nie wiedzialam ze kotki tez na to mogą zapasc. weterynarze, antybiotyki i hormony. cycki miala prawie miseczka B i gorące.

musiałam jej sama podawac zastrzyki z antybiotykiem co drugi dzien. pierwszy zastrzyk byl małym horrorkiem, bo zaraz po profesjonalnym podaniu Bamberka sie zorientowala ze cos jej tam wkłułam i jak wyskoczyla to strzykawka została mi w rękach a kot poszedł w długą razem z igłą w futrze… dzieciaki narobily rabanu MAMO MAMO KOT BIEGA Z WBITĄ IGŁĄ! ja dawaj w pogon, pochwycilam i usunełam intruza z kota :)

pysk ma teraz wychudły biedaczka, futro wyliniałe, wszystko co najlepsze oddała swoim kociakom. miauczy głośno jak czegos chce, zrobiła sie troche apatyczna i postarzała. eh macierzynstwo… ugór po prostu. a z boku jak kwieciste poletko…

jestem raczej apolityczna i nie interesują mnie waśnie i zwady polityczne. jako polakowi, przyjdzie mi pewnie głosowac nie na kogos, tylko przeciwko komus. trudno. dzis jednak wymyslilam idealnego kandydata. wiem, nie ma idealnych, ale ten byłby. otóz Jurek Owsiak. ten facet to istna pracowita pszczoła. duzo gada (cecha typowego polityka :) ale az chce sie go słuchac!  primo po pierwsze jednak – zdecydowanie więcej robi niz gada. ma gigantyczna charyzme, porywa tłumy, zawsze działa w słusznej sprawie! kiedy rodziły sie moje dzieciaki, miały robione badania słuchu na sprzęcie zakupionym przez wielką orkiestrę. az sie rozrzewniłam, kiedy w ksiazeczki zdrowia powklejano im wynik badania, z logo tejze orkiestry. naprawde sie wzruszyłam. jest akcja, zbiorka kasy i prosze. zwykły zjadacz pieczywa widzi naocznie efekty i z nich korzysta. mamy szczescie, ze jest Jurek Owsiak. tylko dlaczego nie kandyduje na prezydenta??

a poza tym? robie rewolucje w zyciu :) taka mega giga. jestem nia pochłonięta wiec nie mam na nic czasu ;) moze wreszcie, za miesiac dwa trzy siądę spokojnie. poczekam, az ze łba wyjdą mi te wszystkie organizacyjne rzeczy, a wtedy moze nareszcie sie sama znajdę. pożywiom, uwidzim


  • RSS